WYDARZENIA
05.03.2016
Blokowane są krakowskie chodniki i jezdnie

Dawniej chodniki krakowskich ulic spełniały swoją nazwę: można było po nich swobodnie chodzić, a nie przeciskać się pomiędzy parkującymi połową swojej długości samochodami, stojakami reklamowymi i różnymi dziwnymi przedmiotami.

Dzisiaj jest zupełnie inaczej, czym zainteresował się Onet.

"Kontenery na chodnikach, miejsce postojowe zajęte paletami, krzesłami lub nawet tapczanami, kawałki jezdni otoczone taśmami - tak nieraz wyglądają krakowskie ulice i chodniki. Większość z nas przyjmuje to za coś oczywistego, a to błąd, bo często mamy do czynienia z nielegalnym zajęciem pasa drogowego, a przez to z zajęciem przestrzeni miejskiej, która normalnie powinna służyć pieszym czy kierowcom. Nieraz widzimy w mieście taki obrazek - na chodzniku stoi wiaderko, krzesło i jakaś deska, które uniemożliwiają zaparkowanie samochodu w tym miejscu, chociaż jest tam wyznaczone miejsce na postój. Najczęściej jest tak przy jakiejś budowie i wszyscy myślą, że to normalne i nikt nie usuwa takiej barykady. A często jest ona nielegalna" - czytamy w portalu.

Jak ustalił portal, żeby zająć fragment pasa drogi publicznej, czyli chodnika lub jezdni, trzeba uiścić opłatę w Zarządzie Infrastruktury Komunalnej i Transportu Urzędu Miasta Krakowa w wysokości około 2 złotych za metr kwadratowy za dzień. Za nielegalne postawienie tam czegokolwiek kara wynosi 20 złotych.

- Generalnie chodzi o to, żeby nie karać, tylko usunąć jak najszybciej blokadę i przywrócić stan pierwotny - powiedział Onetowi Michał Gołębiowski z ZIKiT, który wraz z Piotrem Rusinem tworzy dwuosobowy patrol sprawdzający, czy nie dochodzi do nielegalnych zajęć pasa drogi.

"A te mogą być różne. Od małych zajęć, jak wspomniane wiaderka, krzesła czy palety, po większe jak kontenery czy wygrodzone fragmenty dróg i chodników przy budowach. W tych pierwszych przypadkach Piotr i Michał z reguły sami usuwają takie barykady. Problem w tym, że często ktoś je przywraca po kilkunastu minutach. Najczęściej dzieje się tak, gdy prowadzony jest remont wewnątrz jakiegoś budynku i ktoś <rezerwuje> sobie miejsce postojowe w ten sposób dla samochodu dostawczego na przykład. Gdy przy danej <barykadzie> kogoś zastają i jest ona nielegalna, to najpierw proszą o jej usunięcie - nie wystawiają od razu mandatu. To z reguły wystarcza, ale nieraz ktoś uporczywie nie usuwa blokady i kończy się na opłacie karnej, czasami bardzo wysokiej, bo sięgającej kilkudziesięciu tysięcy złotych. Od kwietnia inspektorzy ZIKiT-u odnotowali ok. 150 dużych nielegalnych zajęć terenu" - opisał ich pracę Onet.

- Ludzie uzurpują sobie prawo do zajmowania przestrzeni, blokowania jej słupkami, taśmą, itp., a potem często nikt tego nie usuwa. Czasami przekraczają też dopuszczalny zasięg. Ścigamy także tych, którzy niszczą chodniki - dodał Gołębiowski.
 Patrol najczęściej kontroluje Stare Miasto, Kazimierz, Podgórze, Krowodrzę i Zwierzyniec, ponieważ tam nielegalne zajęcia pasa ruchu skutkuje największymi problemami dla pieszych.

Niestety, Polacy są pozbawieni wyobraźni przestrzennej, albo też zupełnie nie liczą się z potrzebami innych ludzi. A przecież zajęcie sporego kawałka chodnika lub jezdni powoduje, że piesi nie mają jak przejść, nie zmieści się matka z wózkiem, nie przejdzie osoba niepełnosprawna, kierowcy nie mają gdzie zaparkować. Sam byłem wielokrotnie mocno zdenerwowanym świadkiem takiej nieodpowiedzialności na ulicy Rakowickiej, gdzie z powodu czyjejś niefrasobliwości tworzył się długi korek, w którym tkwiły tramwaje i samochody.

Dobrze więc, że jest taki patrol i są nakładane kary finansowe, ponieważ za głupotę i tumiwisizm trzeba płacić.

Jerzy Bukowski

wstecz
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Treść komentarza
Twój podpis
Kod antyspamowy
 



              Nowa Małopolska - Portal Informacyjny Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski